poniedziałek, 14 lipca 2014
Dorosłość
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Garum
Smród życia. Natury. Świata.
Więc może faktycznie dobrze jest się tarzać w rybich fermentujących wnętrznościach.
Co jest zdrożnego w zapachu moczu, fekalii? Dlaczego nas tak od niego odrzuca. Już samo słowo fetor niprzyjemnie brzmi w moich ustach.
Więc skąd tę sądy wartościujące, z instynktu jedynie?
Jeśli tak to przecież bezrefleksyjnie używamy zmysłu. Nie pierwszego przecież.
Czyli co? Czyli działam w większości odruchowo, odpowiadając na napotkane bodźce.
Czyli od żrącej ziemię dżdżownicy różni mnie tylko jakość bodźców i odpowiedzi na ich konfigurację.
A co z tą boską iskrą, którą ciągle w sobie czuję? Jak ją wytłumaczyć w świecie zniewolonym imperatywem przetrwania - ogólnie pojętego, nawet nie jednostkowego przecież.
A czy współczucie to nie jest instynkt konieczny do tworzenia społeczności?
A czy ta iskra jest do czegoś potrzebna - jest do nadania pozornego sensu tego życia.
Czy ewolucyjnie można wytworzyć uczucie istnienia absolutu? Można w ten sposób przecież uzasadnić miłość. I jaka może być korzyść dla mnie z tego, że hipotetycznie podporządkowałem życie ładowi kosmosu.
poniedziałek, 24 marca 2014
Iluzja rzeczywistości
Dzień po czuję się zmęczony po prostu, a perspektywa przeżycia kilku godzin w bezsensie pracy po prostu zniechęca. Nie sprawia mi to radości, nie chcę tak żyć. Coraz mocniej się przekonuję, że jednak nie jestem pracownikiem i powinienem spróbować być przedsiębiorcą. Ale zniechęca też opór materii, wrogość świata. Jestem zmęczony tym, że na tak niewiele spraw mam bezpośredni wpływ i w tej nierównej grze mam walczyć o status społeczny. Jest on oczywiście dla mnie ważny, ale jest tak napompowany przez reklamę, konsumenckie wartości w ogóle, że nie może być sprecyzowanym celem samym w sobie. A wszystko inne albo zieje bezsensem albo skazuje na rezygnację z tego statusu. Pułapka bez wyjścia, pułapka bezsensu, trzeba być naprawdę głupim żeby jej nie zauważać. I wydaje mi się, że większość ludzi żyje w tym dwójmyśleniu, że niby wiedzą, że ich działania nie są nacechowane jakąkolwiek celowością, ale jednak wmawiają sobie codziennie rano, że właśnie tak jest i z tego kłamstwa czerpią energię. Po prostu bez tego kłamstwa nie sposób funkcjonować, tak jak funkcjonują, jak ja funkcjonuję. Też staram się sobie wmówić to kłamstwo, ale ono wcale mnie nie zadowala.
Stąd ten cały smutek co rano, że tkwię tu jak niewolnik, a nie wolny człowiek, który wybiera miejsce. Niby mam ten wybór, ale tak ograniczony jak przy urnie. Żaden.
niedziela, 17 marca 2013
Dzisiaj krk
wtorek, 26 lutego 2013
fekalia!
Pustym leniem jestem i niczym tego nie zmienię.
Więc gówno.
niedziela, 24 lutego 2013
Mydlane popołudnie
Odkopuję, kaprawym okiem zimno oceniam dzieciaka, który to pisał. Ha! Jakże dobrze, że mogę być pobłażliwy wobec siebie. Wręcz budzę w sobie narcystyczną miłość. Och, światy wirują, impreza trwa. Poznaję ludzi - przepływam obok, walę z nimi lufę i już hyc gdzie indziej, już mnie nie ma. Palę szluga pod blokiem. Śpię gdzie popadnie, no zbyt dobrze to się nie prowadzę, przynajmniej jako facet nie zostanę surowo oceniony, że szmata. Nie, nie, facet to zajebiście, rżnij z bananem na mordzie. Więc korzystam z dobrodziejstw świata. << tak btw... dostałem wczoraj zegar. Grzecznie palę sobie lola w busie, a tu ktoś mi wręcza czasomierz - ogromny, ścienny. Co to za kraj, co to za miejsce?